piątek, 26 października 2012

SANDRA: Bezczelne, dyskotekowe nic

Jest rok 1985. Europejskie listy przebojów uginają się od cukierkowo - kiczowatych nagrań. Najzabawniejsze w tym wszystkim to fakt, że hity te zostały klasykami, które do dziś rozbrzmiewają w wielu stacjach radiowych. Do jednego z takich ,,evergreenów" zaliczamy hit ,,Maria Magdalena" niemieckiej piosenkarki Sandry. Wtedy dla wielu słuchaczy w Europie wokalistka nieznana. W Niemczech i Japonii - owszem. Zanim Sandra (wówczas jeszcze Sandra Lauer) rozpoczynała karierę solową, w obu wspomnianych krajach była znana jako jedna z trzech ,,Arabesek". Po zapoznaniu się z Michaelem Cretu i zakończeniu przygody z Arabesque, Sandra szybko rozwijała swój solowy wizerunek wykonując piosenki z gatunku pop i euro disco.

Do tej pory wokalistka sprzedała około 30 milionów płyt na całym świecie i jest uważana za jedną z najwybitniejszych piosenkarek w Niemczech. Oczywiście zalicza się do tej ,,lżejszej" ligi pop, w której znajdują się między innymi Madonna czy Kylie Minogue. Do dnia dzisiejszego Sandra posiada gromadę lojalnych fanów, będących z nią na dobre i złe czasy. Tak, nawet u Sandry życie nie było usłane ostatnio różami. Do dziś mam w pamięci jej mini występ w Sopocie (2008), gdzie playback był jedynie tym, czego można było wysłuchać. Cholernie smutno było także patrzeć na niewesołą twarz Sandry, która była chyba jeszcze zdołowana po rozstaniu ze swoim dotychczasowym mężem Michaelem Cretu. To już historia. Sandra wyszła po raz drugi za mąż i widać, że na dobre wyszło małżeństwo z Olafem Menges - wygląda o wiele lepiej, niż ją pamiętam z występu w Sopocie. Oczywistą naturą rzeczy  jest jej powrót do muzyki swojej młodości.

Sandra - Stay In Touch

Sandra Menges (tak obecnie się nazywa), wydała w końcu płytę, którą zatytułowała ,,Stay In Touch" (Bądż w kontakcie) i to jest prawdziwa ,,czysta" Sandra, jaką znamy z dwóch, trzech pierwszych płyt z jej dyskografii. Jako drugi głos (męskie wstawki wokalne) znakomicie wpasowany jest Hubert Kah, ten sam, którego znamy z wczesnych przebojów (m. innymi Maria Magdalena).
 Producentami płyty są Blank and Jones którzy ostatnio cwanie ,,wpieprzają się" we wszystko, co jest związane z latami osiemdziesiątymi i zbijają na tym niezłą kasę. Jednak to dzięki nim mamy taką płytę, ponieważ sami zaproponowali Sandrze, że można by ponownie tchnąć  magię, która jest w piosenkach  ,,Maria Magdalena" czy "In The Heat Of The Night ." Podczas pracy nad albumem uczestniczył także długoletni współpracownik Sandry Jens Gad - kompozytor.

Muzyka eurodisco ma to do siebie, że należy na nią spojrzeć pod innym kątem niż rock, czy nawet synthpop. Nie oznacza to zarazem, że można być zbyt pobłażliwym. W roku 1985 (czyli od czasów ,,Marii Magdaleny", aż do końca roku 1989) przez Europę przeszła potężna fala ,,koszmarków". Wykonawcy którzy nagrali jeden przebój i na drugi dzień zniknęli. Bardziej pomysłowy  producent potrafił nawet  wydać pod trzema pseudonimami różne nagrania. Jedynym śladem po ich ,,działalności" pozostał także często JEDYNY singel (WINYLOWY), oznakowany obecnie jako ,,rarytas" i osiągający na aukcjach EBAY dość wysokie ceny (często niewspółmierne do wartości muzycznej).

Z pewnym drżeniem zacząłem odtwarzać nagrania z ,,Stay In Touch". Już na samym otwarciu mamy tytułowego killera który według mnie powinien wyjść na singlu, a nie jakiś mdły ,,Maybe Tonight".
Płyta zrobiona według bardzo prostego schematu. Granie na biegu wstecznym (czyli cofnięcie się do lat 80tych) nie każdemu się spodoba. Patrząc na płytę przez jej życie osobiste - dokładnie czuć, że wokalistka otrząsnęła się po odejściu ,,enigmatycznego" Rumuna i przybranie sobie nazwiska Menges wyszło jej na zdrowie.

Album posiada czyste, eleganckie brzmienie. Nie jest zrobiony ,,na jedno kopyto", czego strasznie się obawiałem. Nie brakuje pięknie wyrzeżbionych, subtelnych dżwięków - Between Me And The Moon to prawdziwa podróż w przestrzeń kosmiczną, gdzie słuchacz może doznać stanu nieważkości. Na plus zasługuje świetnie dograny duet Kah - Sandra, obydwa wokale zachowały swoje, że się tak wyrażę - oryginalne :) - brzmienie.

 od lewej stoją Peter Ries, Sandra, Wolfgang Filz i Frank Peterson

Teraz coś zabawnego - Maria Magdalena 2 ukrywa się pod tytułem nagrania Kings and Queens. Już sam wstęp kompozycji wytrąca z równowagi. Plagiat samej siebie? Często się to zdarza, ale tu jest już jazda po naprawdę chwiejnej krawędzi. Jak ktoś jest wyczulony na wtórność - niech lepiej bierze to nagranie z przymrużeniem oka. Przynajmniej ostrzegałem :)

Szczerze mówiąc - jestem zawiedziony. Strasznie chciałem dokopać tej płycie. Tak jak duetowi Pet Shop Boys. Jednak tutaj nie ma nudy. Ciężko się gniewać na piosenkarkę, do której miało się słabość w latach osiemdziesiątych. Trudno znależć też słaby punkt na płycie.  Chociaż ogólnie niektórych może wkurzyć, że ta płytka jest taka ,,cacy cukierkowa" i ,,milusia" i w ogóle eurodisco pełną gębą. Przyłapiecie się i Wy na fakcie, że nie często będziecie ,,skipować" w odtwarzaczu, by przejść szybko do następnej piosenki.  Dla fanów Sandry pozycja obowiązkowa. Śmiem powiedzieć, że Stay In Touch to killer w jej dyskografii i  zapowiedzi, że będzie to jedna z jej najlepszych płyt, to faktycznie nie były czcze przechwałki.

Płyta jest też dość szczera w wyrazie. Nie bawi się w jakieś wyszukane, nowoczesne ,,odjazdy", nie naśladuje Lady GaGa czy piosenkarki o ksywie Rihanna - to po prostu jest ,,nasza" Sandra i tak do pioruna ma być. Jak kogoś mdli, to niech się męczy w sosie podawanym przez podane wyżej przeze mnie piosenkarki - dla mnie to hardcore nie do strawienia, a znam bardziej wymyślne narzędzia tortur.

Szkoda, że ta płyta nie ukazała się latem. Wiem, że sporo czasu zajęło dopracowanie tego cacka, by RObert POland nie mógł się do niej zbytnio przyczepić, heh:)
No i co, dranie zza Odry - udało się Wam to. A taki fajny tytuł już przygotowałem, miał być lincz  i co? I sito! A właśnie. Pozostaje mi wytłumaczyć się z tytułu posta. ,,Bezczelne dyskotekowe nic" padło dawno temu pod adresem duetu Pet Shop Boys, a wypowiedział te słowa jeden z redaktorów pisma NON STOP. Chociaż dla Pet Shop Boys  muzyka dyskotekowa to żartobliwa forma wyrazu i nigdy duet nie traktował jej śmiertelnie poważnie to i tak im się dostało. Niby ,,takie zwyczajne nic", ale jakże zabawne i urocze. Podobnie ma się rzecz z najnowszą płytą Sandry. Ktoś z Was chciał, by wróciły lata młodości, przenieść się do lat osiemdziesiątych? No to macie. Niektórzy mogą kręcić nosami, że to wszystko już spowszedniało i nie robi obecnie żadnego wrażenia. Wiem, że krytycy będą pisać, że płyta jest wtórna i nie wyznacza nowych trendów w muzyce. Fakt. To już było. Za dużo lat 80-tych na płycie z roku 2012? Sandra już zdobyła świat. Może więc szczerze powrócić do ,,swoich" klimatów, rozpływając się w pastelowych dżwiękach. Brzmi bardzo naturalnie i nikt nie będzie jej osądzał za powrót do korzeni.  Ale jak już na początku pisałem - to jest muzyka eurodisco i jakiegoś objawienia nie należy się w tym gatunku spodziewać.
Dla mnie jedna z lepszych płyt wokalistki, ostatnie płyty z dyskografii mówiąc brzydko ,,olałem", a tą sobie zachowuję i będę męczył przez najbliższe dni do znudzenia swego i sąsiadów zza ściany:)

36 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Czytam co kolega pisze, od kliku lat. Z przerwami. Wpierw były wpisy dość spartańskie, ale tak to bywa na początku, że głowa sobie a przełożenie tego na słowa, często bywa trudna. ;-)
Po kilku latach kolega, pisze już bardzo sprawnie, tyle, że za kwieciście.
Trudno dobrnąć, do połowy wpisu, a co dopiero do końca.
Chyba, nie oto chodzi, aby nie aby zasnąć, przed końcem wpisu?

Szkoda byłby, bo artystka, nie tyle znamienita, co istotna, w tym gatunku.





piątek, 26 października, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

Dla mnie, w mojej ocenia! Moja ulubiona płyta tej artystki to składanka:
Sandra (1992) 18 Greatest Hits
Całą reszta, dla mnie jest nużąca, to przeszłą i ta przyszła.

piątek, 26 października, 2012  
Blogger RObert POland said...

Piszę za kwieciście? Cóż, po prostu piszę w formie bezstratnej :D Im większa pojemność, tym lepiej. Dziwne, ale nawet jak piszesz jako anonimowy, to wyczuwam Twój styl i wiem, kto siedzi po drugiej stronie komputera :)

Tak naprawdę, to moje słowa nie są zbyt zagmatwane. Często czytam różne blogi i tam naprawdę musisz wytężyć mózgownicę, by dobrnąć do końca. Często są to elaboraty, jakby pisane do pracy magisterskiej. Co nie oznacza, że zlekceważę Twoją uwagę o kwiecistości słów moich. Postaram się, byś na przyszłość cierpiał na bezsenność, czytając moje posty.

ROb

sobota, 27 października, 2012  
Blogger Nikt said...

Pisz tak dalej, nie wiele jest miejsc, gdzie można przeczytać, gdy ktoś pisze z pasją.

sobota, 27 października, 2012  
Blogger TOM said...

Cześć !
Mało się ostatnio udzielam na Twoim ( i nie tylko ) blogu a to z racji jakiegoś takiego zabiegania ale czytam bo lubię czytać Twoje komentarze i wrażenia z tego co w muzyce słychać dookoła. Z tym jestem na bieżąco. To taki narkotyk, przeglądam prawie codziennie ulubione strony. Już kiedyś tam wspomniałeś, że pod koniec października ma ukazać się nowe wydawnictwo Sandry. Czekałem i gdzieś nawet sobie to zapisałem bo odnotowuję czasami te rzeczy których chcę posłuchać i...jest !
Nie będę się długo rozwodził na temat "Stay in Touch". Płyta takiej jak oczekiwałem, klimaty mojej ukochanej dekady muzycznej, aż roi się od skojarzeń i "wstawek, zgrywek" charakterystycznych dla Sandry z jej najlepszych czasów. No, o to chodziło. W swojej prezentacji zawarłeś prawie wszystko to co i ja mógłbym wyrazić, rzeczywiście niesprawiedliwie byłoby "dokopać" bo nawet jak ktoś nie lubi takiej muzyki to powinien być chociaż obiektywny. Płyty słucha się bardzo dobrze, nie nudzi, ma fajną energię, właściwie od pierwszego przesłuchania w ucho wpada prawie każda kompozycja. Ja wyróżniam: "Between me & The Moon" i "Moscow nights". Zwracam też uwagę na świetne zgranie Sandry i Huberta Kah - lubię te chórki, duecik. Dodam tylko jeszcze od siebie, że gdybym nie wiedział że płytę wyprodukowano w tym roku to - z ręką na sercu - mógłbyś mi wmówić że krążek pochodzi np. z 1985 roku. Ja bym to kupił.
Tomasz

niedziela, 28 października, 2012  
Blogger TOM said...

Rob !
Jeszcze jedno. Dzięki za totalną dla mnie nowość. Dokładnie nie pamiętam gdzie ale chyba gawędziłeś z Wojtkiem o Alanie Replica. Facet dla mnie kompletnie nieznany a "Simulacra" trochę mnie zaintrygowała.

niedziela, 28 października, 2012  
Blogger RObert POland said...

Zgadza się - o Alanie Replica rozmawiałem z Wojtkiem - dzięki niemu posiadam też album SIMULACRA.
Do szczęścia brakuje mi płyty Darkened. Cóż, dużo jest takich wykonawców, o których nie piszę, a co dzień wynajduję - a jest ich ostatnio masa (w USA - kto by pomyślał)ostatnio nastała moda na granie w stylu lat 80tych, lecz na listach przebojów oczywiście ich nie znajdziesz...

Co do Sandry - od płyty Stay In Touch ciężko się uwolnić :) Dlatego radzę zaopatrzyć się w wersję dwupłytową z nagraniami ,,wydłużonymi" - i są to wersje tak rozszerzone, jak robiło się je w latach osiemdziesiątych - czyli tak, że nie czujesz ,,zmęczenia", jak przy obecnie tworzonych miksach i remiksach (łupucupu).
Naprawdę, wielkie brawa dla Sandry - mimo, że muzyka łatwa i nie wymagająca wysiłku od słuchacza - ale najlepiej odrzucić emocje i przypatrzeć się tym nagraniom niejako ,,z boku" - wtedy wynik wychodzi chyba najbardziej sprawiedliwy.

niedziela, 28 października, 2012  
Blogger TOM said...

Rob !
Zapytam Cię jeszcze o dwóch wykonawców a właściwie płyty. Może masz do nich dojście, warto przesłuchać, czy raczej strata czasu.
1/ Prince Scandal - Nothing's scared z 1984
2/Karl Biscuit - Secret Love (1984-1987)
Znam tylko pojedyncze utwory.
A co do "Simulacra" to raz przesłuchałem - bez szału po jednym odsłuchu takiego na prędce -ale coś jest w tej muzyce, zostawiłem do ponownego przesłuchania bo albo nie miałem dnia albo się poddam ale choć świadomie.
Jeśli gdzieś znajdę "Darkened" dam znać - za 2 tygodnie wybywam na trochę dłuższy urlop właściwie pierwszy w tym roku. Trzymaj się

niedziela, 28 października, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

Witam, dokładnie Robert – rób swoje i nie przejmuj się „trolami”! Do mojego komentarza przy okazji tekstu o J.F., też przy…lił się zapewnie ten sam osobnik, że nie może zrozumieć mojej „pisowni” – cóż?! Jakiś polonista? Postaram się komentować prosto, ale nie wiem czy potrafię? :-) Piszę może nie na temat, bo Sandry jeszcze nie przesłuchałem, natomiast od wczoraj słucham… Ultravox „Ingenuity” (tak wiem CO TO ZA PŁYTA, KTO ZA TYM STOI itd. – w końcu jestem starym FANEM!) tym bardziej byłem lekko zaskoczony, bo nigdy nie mogłem się do tej płyty i tego składu przekonać! Mogę stwierdzić, że to całkiem niezła płyta! Nie wiem czy to starość, czy to zawodzący ARP Billiego tak mnie urzekł, ale w porywach ta płyta jest lepsza od U-Vox! Być może błędem było występowanie pod nazwą „Ultravox”, ale nie żałuję, że po tylu latach od wydania przełamałem się w końcu! Wszystko jak byśmy już gdzieś słyszeli a i wokal „pod” M. Ure. Wiem, że może to świętokradztwo, ale w wolnych chwilach polecam przesłuchać – chociaż raz? Pozdrawiam i liczę na wyrozumiałość?

niedziela, 28 października, 2012  
Blogger RObert POland said...

No przecież, że Ingenuity to fajna płyta! Zawsze jej broniłem we wcześniejszych postach. Natomiast płyta Revelations czy jak jej tam to ciężko mi wysłuchać do dziś...
Mimo, że na INGENUITY nie ma Ure`a, to i tak słucha się od dechy do dechy.

Prawa do nazwy Ultravox ma Billy Currie, tak więc to, że wydał tą płytę pod tą nazwą to jego sprawa... no cóż, mógł to też nazwać Humania :) Currie tak naprawdę w Ultravox był wcześniej, a Ure się ,,przypałętał" na dokładkę :)

Natomiast słowa do TOMasza: niestety, obydwie płyty (PRINCE SCANDAL oraz KARL BISCUIT) nie są w mojej kolekcji. Wiem, że w szczególności szukasz tej pierwszej - widziałem jak pytasz na innych blogach. Trochę szkoda, że po fakcie - bo obie płyty były w necie wrzucane (przede wszystkim przez Rosjan), ale linki wygasły. Pozostaje szukać dalej, może ktoś to wznowi...
A osobiście nigdy nie słyszałem tych płyt, także bym sobie je ,,obadał".

niedziela, 28 października, 2012  
Blogger RObert POland said...

TOM, Karl Biscuit - Secret Love to składanka, w której skład wchodzą
REGRETS ETERNEL (EP) (1984),FATAL REVEIRE (1986)oraz
SECRET LOVE (12") (1986).

https://rapidshare.com/#!download|479p12|166410493|kbs.rar|113602|0|0

Wszystko w jednej paczce... zgadnij skąd link? Saltyka Blog :)

niedziela, 28 października, 2012  
Blogger TOM said...

Wielkie dzięki Rob !
Saltyka ! Jak dawno nie odwiedzałem tego bloga ! O jej jej.
Baaardzo dziękuję.
Tego Karla to całkiem przypadkowo usłyszałem na youtubie i tak pomyślałem że poszperam dalej - chociaż zupełnie go nie kojarzę.
Tak, masz rację - usłyszałem "September song" a to przy okazji przeglądania starych notowań listy programu pierwszego a linki dostępne w necie są z 2011 r.
PS
ROb - tak sobie myślę że tyle od Ciebie mam fajnych dźwięków, że nie będę w stanie nigdy się zrewanżować, no na pewno w takim stopniu. Wielkie dziękuję ! - tylko co za to można dziś kupić ? Za te wszystkie dziękuję już pewnie wybudowałbyś super chatę.
Dobrze że są ludzie którym się chce.

niedziela, 28 października, 2012  
Blogger peiter said...

Osobiście nie odważyłbym się koleżanki Sandry umieszczać w jednej lidze z Madonną :)

poniedziałek, 29 października, 2012  
Blogger peiter said...

Któż to z NonStopowców tak napisał o Boysach?

poniedziałek, 29 października, 2012  
Blogger RObert POland said...

Peiter napisał:
Osobiście nie odważyłbym się koleżanki Sandry umieszczać w jednej lidze z Madonną :)

A ja się odważyłem. Umieściłem Sandrę w lidze muzyki Pop, a Madonna się do niej zalicza. Mało kto już pamięta, jak na początku lat 80tych nikt nie ważył się mówić o Madonnie ,,piosenkarka wybitna" i nikt nie stawiał jej w USA na równi z Tiną Turner czy Cyndi Lauper. Po latach to się zmieniło. Nie ma co się czarować - dla mnie Madonna to Madonna, cwana makaroniara, która wiedziała z kim się położyć :)

============

Któż to z NonStopowców tak napisał o Boysach?

A jak powiem, to co mu zrobisz ?:) Peiter, jest to gdzieś w tych ,,nowszych" numerach NS, tych kolorowych - jak znajdę ten artykuł, to podam numer i stronę gdzie to jest.

poniedziałek, 29 października, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

I think other web site proprietors should take this site as an model, very clean and great user friendly style and design, as well as the content. You're an expert at this stuff!

poniedziałek, 29 października, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

Tomek Beksiński miał jeszcze bardziej „wyrafinowane” (albo figlarne?) zdanie o Sandrze, a na przykład Kim Wilde przyjął do „kanonu” (oczywiście zanim mu…) :-) Fakt, że po latach inaczej podchodzi się do twórczości Sandry i kobita mi zupełnie nie przeszkadza, a nawet ostatnia płytka jest jak za najlepszych czasów! Pzdr [a Madonna to chyba nie to forum?]

poniedziałek, 29 października, 2012  
Blogger RObert POland said...

Jak to nie to forum? Przecież była tu nieraz, nawet wrzucałem jej płyty!
A największa niespodzianka z udziałem Madonny szykuje się w moim podsumowaniu TOP 2012.

Poza tym to jest blog a nie forum:) O muzyce lat osiemdziesiątych, muzyce synthpop, oraz ich terażniejszych naśladowcach.

poniedziałek, 29 października, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

hm... jednak pomimo wszystko sądzę, że Madonna leży (nomen omen :)) jednak na nieco wyższej półce :), moze zamiast szukać tych NSów podaj inicjaly tego "profana"? będzie szybciej. Z ciekawości pytam :) peiter - detektyw

poniedziałek, 29 października, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

Nie zdołam po raz drugi przesłuchać tego krążka, by uwierzyć, że jego zawartość może Wam się tak podobać. Usprawiedliwię się tym, że nie lubię jej piskliwego, słabego wokalu, który na tym krążku w każdym kolejnym nagraniu jest tak sztucznie "podkręcany", że nawet moje otępiałe ucho słyszy nałożone "plastikowe" filtry. Plus "kompozycje" pisane bez jakiejkolwiek chęci wymyślenia czegoś ciekawego. W dupolo ratuje się takie otępiające stany dźwiękowe wpadającymi w ucho melodyjkami, ale tu nawet takich nie ma. Jedyny pozytywny punkt tego albumu to pan Kah, który przy Sandrze wręcz lśni i z chęcią przesłuchałbym te piosenki zaśpiewane tylko przez niego.

gjon

wtorek, 30 października, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

Ależ, spokojnie, tu nie chodzi by stawiać Sandrę na piedestale? Po prostu można tej płytki wysłuchać i nie wymagajmy od tej Pani czegoś wybitnego? Przesłuchałem i mi ta… muzyka (hmmm) nie przeszkadza, zaraz później zapuściłem Lane Del Rey „Born to Die” i uznałem, że to muzyka przez duże M! :-) No Lana jest zdecydowanie z innej półki a może nawet… bajki? Pozdr

wtorek, 30 października, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

I couldn't have asked for a better blog. You happen to be always at hand to offer excellent guidance, going straight away to the point for easy understanding of your site visitors. You're really a terrific pro in this subject matter. Many thanks for being there visitors like me.

sobota, 03 listopada, 2012  
Anonymous Tarson said...

Płyta fajna, ale i tak jakoś bardziej do mnie przemawiają albumy "Into A Secret Land", "Paintings In Yellow" i "Close To Seven"

niedziela, 04 listopada, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

Ja barzdo pzrepraszam, że z zupełnie innej beczki, ale jestem w potrzebie. Czy Gospodarz lub Komentujący Goście posiadają gdzieś u siebie różne wersje "Chenko" RedBoxa? Gospodarz wrzucił to na bloga 50 lat temu, ale niestety nie załapałem się wtedy (byłem chory, mogę zeskanować L-4). Chodzi mi głównie o wersję (chyba) z drugiego wydania singlowego, tę, do której nakręcono klipa. Dziękuję z góry - peiter. Nawiasem mówiac - fajniesie czyta po nocy posty Gospodarza spzred 4-5 lat i komentarze do nich:)

czwartek, 08 listopada, 2012  
Blogger RObert POland said...

Red Boxa oczywiście mam, tylko będę musiał poszukać w tych CD - R ach :)
Mam jeszcze jakąś nietypową wersję Chenco nagraną na kasecie, ale z przegraniem na kompa może być problem (?) Natomiast te ,,komputerowe" wersje wrzucę bez problemu.

ROb

czwartek, 08 listopada, 2012  
Blogger RObert POland said...

No niestety, ale ta wersja z drugiego wydania singlowego to nie była w ,,Rarebox". Mam tą wersję na kasecie, ale kaseciak jest... mono (taki jamnik mikro). Poza tym jakieś dziwne rzeczy wynalazłem na kasetach (np. głos Beksińskiego mówiący: ,,New romantic - słuchamy)i po chwili leci ,,Send Me An Angel", a nawet pożegnanie starego roku 1995 w Trójce dość obszerna relacja) - nie wiem ,po cholerę to nagrywałem :)

Spróbuję to Chenko przegrać na kompa, w celu sprawdzenia czy o tą wersję Tobie chodzi - może wtedy będzie łatwiej znależć wersję ,,w stereo i kolorze".

czwartek, 08 listopada, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

chodzi mi o tę wesję: http://www.youtube.com/watch?v=dv-P7jWbY74

peiter

czwartek, 08 listopada, 2012  
Blogger RObert POland said...

A więc jak podejrzewałem - mam tą wersję tylko na kasecie. Ale da radę przecież skonwertować z ,,jutuba" na plik np. mp3 (chociaż to trochę kiepska jakość, bo brzmienie nie jest jak z cyfrowego nośnika).

czwartek, 08 listopada, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

szukałem wersji w jak najlepszej jakości, niemniej dziekuję za dobre chęci:)
p.

piątek, 09 listopada, 2012  
Anonymous PAVELSE said...

for peiter
Red Box - album The Circle & The Square - track 07 - Chenko (Tenka-io)
http://www29.zippyshare.com/v/60533497/file.html

poniedziałek, 19 listopada, 2012  
Blogger peiter said...

Ten komentarz został usunięty przez autora.

wtorek, 20 listopada, 2012  
Blogger peiter said...

Děkuji, ale já hledám verzi klipu :)

wtorek, 20 listopada, 2012  
Anonymous Anonimowy said...

witam
mam pytanie: na tym zdjęciu gdzie jest cały zespół Sandry, to jak nazywa się ten gość pierwszy z lewej?

sobota, 18 marca, 2017  
Blogger RObert POland said...

od lewej stoją Peter Ries, Sandra, Wolfgang Filz i Frank Peterson

niedziela, 19 marca, 2017  
Anonymous Anonimowy said...

super dzięki bardzo bo miałem z tym problem ;)
Pozdro

poniedziałek, 20 marca, 2017  
Blogger RObert POland said...

Peter Ries znany jest też jako Steve Hall - bo brzmi mniej ,,niemiecko" i jest to łatwiejsze w wymowie dla na przykład anglików

wtorek, 21 marca, 2017  

Prześlij komentarz

<< Home